
Wolałabym o to nie dbać
Bo lepiej jest nic nie czuć
Przede wszystkim przypadkowego zapachu
Który mógł unosić się tylko z twojego szalika
Wieczorne perfumy
Połączone z zapachem tłumu i świateł
Jak w dniach, gdy wracałaś
Normalnie
Ciepło Twojej skóry
Które przypominało, że tu jest dom
W momentach zwątpienia
Niepewności
A teraz czuję w tłumie tylko smugę
Zapach, który jest domem
Poza domem
Przez sekundę
